Przyspieszamy start Debiana
sadi | 18:02 | 15.08.2008

Z okazji niedawnego zakupu nowego komputera musiałem na nowo zainstalować systemy operacyjne. Stwierdziłem, że to dobra okazja do poeksperymentowania - postanowiłem popracować nad rozruchem Linuksa. Pomiar kontrolny wykonany stoperem od wciśnięcia enter w GRUB, do pojawienia się ekranu logowania kdm wykazał 31,36 sekund. W sumie już na starcie wynik był więc całkiem niezły - w artykułach z sieci (co prawda sprzed ok. 2 lat) spotykałem się z czasami powyżej 1 minuty.
Na pierwszy ogień poszło jądro systemu. Zamieniłem 2.6.25 (AMD64) z repo Debiana, na 2.6.26 (AMD64), również z oficjalnego repozytorium. Zmiana niby niewielka i sam nie liczyłem na nic wielkiego, jednak już od jakiegoś czasu chodzą słuchy, że 2.6.26 jest wyraźnie szybsze. Wynik mnie zaskoczył - czas skrócił się do 28,83 sek. Na samej, tak prostej przecież operacji, można już uzyskać 2,5 sekundy różnicy! Na uwagę zasługuje fakt, że już na początku miałem jądro dopasowane do swojego procesora.
Kolejnym etapem było zastosowanie kroków z
HOWTO AdeBe z forum Debianowców (powstałego na bazie
artykułu z wiki Debiana). Zdecydowanie najważniejszym krokiem jest usunięcie niepotrzebnych usług uruchamianych na starcie. Do określenia, z których można zrezygnować można posłużyć się artykułami o przyspieszaniu
Ubuntu i
Fedory. W przypadku niektórych usług pozostaje Google i wiki Debiana, oraz odrobina eksperymentów. Pamiętać należy, że wyłączone usługi zawsze możemy potem sami włączyć z konsoli (# /etc/init.d/[usluga] start), warto więc wyłączać także rzeczy z których korzystamy rzadko. Na koniec dodam, że
jeśli nie jesteś pewien co robi dana usługa, to lepiej zostaw ją w spokoju. Po zrealizowaniu całego HOWTO czas startu spadł do 24,51 sek., czyli o kolejne 4,32 sek.
Potem wziąłem na warsztat źródło jądra 2.6.26.1 i zacząłem konfigurować. Starałem się wkompilować w jądro jak najwięcej modułów, które i tak przecież muszą być ładowane na starcie. Poszła obsługa systemu plików, sterowniki usb, portu równoległego i inne. Patrzyłem co wypisuje lsmod i starałem się wrzucić te rzeczy do jądra. Efekt był już znikomy, osiągnąłem 24,29 sek, czyli uwzględniając błędy pomiaru można stwierdzić, że nie dało to już poprawy. Próbowałem też przekompilować jądro wykorzystując niezmienioną konfigurację jądra z repozytorium, jednak efekt był o 0,4 sek. gorszy (przypominam o błędach pomiarów!). Daje to do myślenia, jeśli chodzi o opłacalność kompilacji jądra (chyba, że zaczniemy się bawić w zaawansowane opcje optymalizacji kompilatora).
Na koniec stwierdziłem, że podczas startu zamiast ton przewijanego tekstu miło byłoby mieć splasha. Pamiętam, że kiedyś skonfigurowanie takiego miłego akcentu było całkiem skomplikowane, ale obecnie jest
splashy i wystarczy jedynie
parę komend. Dodam, że sprawdzałem i splashy nie powoduje mierzalnego wydłużenia startu systemu (wydłuża mniej, niż wynosi błąd pomiaru stoperem).
Podsumowując uzyskałem przyspieszenie startu o 7 sekund. Stosunkowo niedużo, jednak jest to odczuwalne. Dodam, że cały ten wpis to jedynie wierzchołek góry lodowej, bo możliwości przyspieszania startu idą znacznie dalej o czym być może coś napiszę innym razem.
komentarze (0)AIGLX w fglrx!
sadi | 11:37 | 27.10.2007
Posiadacze kart ATI używający Linuksa już wiedzą o co chodzi. W ogromnym skrócie dla pozostałych - fglrx to sterowniki dla kart ATI pod Linuksem, a technologia AIGLX pozwala odpalać takie rzeczy jak
Compiz/
Beryl/
Compiz Fusion. Ogółem to coś jak
Aero pod Windows Vista, tylko ma większe możliwości i (w przeciwieństwie do konkurenta) ma bardzo małe wymagania sprzętowe. Jeśli nie widziałeś tego nigdy na oczy, to polecam wpisanie
Compiz Fusion na YouTube. Jeśli jesteś jednym z tych, którzy wciąż uparcie myślą, że Linux to tylko konsola, to mam nadzieję, że to z hukiem zburzy twój bardzo nieaktualny światopogląd.
Wracając do sterowników... ATI kazało na nie bardzo długo czekać i większość ludzi, albo stosowała otwarte sterowniki (które miały wsparcie dla AIGLX dużo wcześniej), albo fglrx w połączeniu z XGL (powolny przodek AIGLX). Niestety nie udało mi się zastosować u siebie, żadnego z tych sposobów. Otwarte sterowniki uparcie nie chciały dawać akceleracji (chociaż gdybym mocniej nad tym posiedział, to pewnie bym to w końcu ustawił), a XGL nie ma (albo wtedy nie było) w repo Debiana, a nie bardzo podobało mi się instalowanie całego X.Org z zewnętrznego repo (a do tego by się to sprowadziło). Ogółem udało mi się postawić Compiz Fusion po raz pierwszy dopiero wczoraj...
Wrażenia jeśli chodzi o Compiza są bardzo pozytywne - efekty są fajne, a niektóre wtyczki zwiększają też wygodę korzystania z komputera, więc nie są to tylko głupie wodotryski. Niestety ATI nie spisało się aż tak dobrze, jak wszyscy by chcieli. Zaobserwowałem przycinanie się niektórych animacji (zwłaszcza maksymalizacji), powolne i skokowe przewijanie tekstu (np. przy przeglądaniu WWW), migający obraz we wszelkich rzeczach korzystających z OpenGL i na koniec przestała mi działać wtyczka xv w MPlayerze (choć to akurat pewnie jest do skonfigurowania). Z forów w Internecie wiadomo mi natomiast, że wielu zauważa u siebie lepszą płynność pod XGL (oczywiście tylko na sterowniku fglrx).
Ostateczny werdykt jest taki, że na razie nie da się na stałe korzystać z Compiza pod fglrx/AIGLX. Na szczęście włączać i wyłączać Compiza można kilkoma prostymi komendami, nawet bez restartu środowiska graficznego. Mimo wszystko optymizmem na przyszłość napawa mnie wiele gestów poczynionych przez AMD/ATI, świadczących o prawdziwym zainteresowaniu Linuksem. Liczę na to, że gdy wersja sterownika podskoczy o parę numerków, to AIGLX stanie się używalny.
komentarze (2)I po wyborach...
sadi | 21:25 | 22.10.2007
Dokonało się. Wczoraj obywatele odrzucili PiS i dali szansę Platformie. Po dwóch latach nieudolnych rządów, jest szansa na normalną władzę. Jeszcze dość niedawno taki scenariusz wydawał się niemożliwy, ale wszystko zmieniły debaty, a zwłaszcza ta Tusk – Kaczyński. W ramach ciekawostki daję linka, do
ciekawych opinii członków PiSu, którym puściły nerwy...
Do innych pozytywnych aspektów powyborczej rzeczywistości zaliczyć można to, że Samoobrona i LPR nie dostały się do parlamentu. I dobrze - nie powinno tam być miejsca dla populistycznych cwaniaczków z „problemami z prawem” i katolicko-narodowych fanatyków.
Żeby jednak nie było tak różowo, to PiS dalej ma prezydenta i ponad 30% poparcia (straszne, że aż tyle). Ciekawe jak bardzo będzie przeszkadzać PO w rządzeniu. Inną sprawą jest prawdopodobna koalicja z PSL. Mam nadzieję, że PO nie będzie musiała zrezygnować ze zbyt wielu swoich postulatów – PSL podobno bardzo nie podoba się np. podatek liniowy. No cóż, gorzej niż przez ostatnie 2 lata raczej nie będzie ;)
Osobiście najbardziej żałuję tego, że sam nie mogłem wziąć udziału w wyborach. Rodzina pobrała w Toruniu odpowiedni dokument, abym mógł zagłosować w Gdańsku, gdzie studiuję i wysłała mi go pocztą. Niestety okazało się, że 6 dni (pon-sob), to dla poczty za mało, żeby dostarczyć głupi list...
komentarze (1)Skype i... ziewanie?
sadi | 22:11 | 07.10.2007
Dzisiaj rozmawiając z bratem przez Skype zaobserwowaliśmy coś ciekawego. Po jakimś czasie rozmowy mój brat zaczął słyszeć mnie ciszej i mniej wyraźnie (ale bez przerw). Traf chciał, że po chwili ziewnąłem głośno do mikrofonu, po czym... brat zaczął mnie słyszeć wyraźnie lepiej. Wiem też, że brat nie robił sobie ze mnie jaj, bo słyszałem echo swoich słów (brat miał mnie na głośnikach) i sam też zauważyłem, że po ziewnięciu było mnie słychać lepiej. Cóż, mam świadomość jak głupio to brzmi... Sami myśleliśmy, że to przypadek, jednak po paru minutach sytuacja się dokładnie powtórzyła. Potem za każdym razem, gdy brat zaczynał mnie gorzej słyszeć, udawałem głośne ziewanie do mikrofonu i brat za każdym razem słyszał mnie lepiej, po czym razem śmialiśmy się z tego jakie to głupie :D
Zastanawiałem się nad możliwymi przyczynami takiego efektu. Skype (jak i inne komunikatory VoIP) posługuje się tzw. kodekami predykcyjnymi. Pozwalają one przesyłać mniej danych, zakłada się jednak, że mówiący nie zmieni nagle tonu głosu z wysokiego na niski (lub na odwrót), czy nie zacznie nagle krzyczeć itd. Zastanawiam się więc, czy ziewanie w pewnym sensie nie „zresetowało” tych kodeków, ponieważ wyraźnie odbiega ono od normalnej mowy, a przy tym chwilę trwa (być może są inne sposoby, niż ziewanie – nie zdążyliśmy sprawdzić).
A więc ziewanie sposobem na poprawienie jakości rozmowy w Skype? Szczerze mówiąc sam nie wiem. Należy nadmienić, że brat używał jednej z nowszych wersji Skype windowsowego, a ja najnowszej wersji linuksowej. Dodatkowo brat ma szybkie łącze, a ja mam tragicznie wolne (~100kb/s). Dodatkowo występował u nas jeszcze jeden efekt, polegający na wyraźnej utracie jakości po jakimś czasie rozmowy – być może tylko dzięki temu ziewanie zadziałało. Spróbujcie więc jak jest u was, będzie śmiesznie jeśli to bardziej powszechny efekt.
komentarze (2)Wybory 2007
sadi | 13:27 | 29.09.2007
Co prawda wyprzedzam temat o 3 tygodnie, ale napisanie później tego co mam do powiedzenia byłoby bezsensu. Z góry mówię – jestem przeciwnikiem PiS. Uważam, że ostatnie 2 lata, to była dla Polski tragedia i najchętniej nigdy więcej nie widziałbym PiS u władzy. O wadach PiS mógłbym mówić całymi godzinami, ale jedno muszę im przyznać – mają świetne wyczucie mediów i społeczeństwa. Podczas, gdy PO przecenia inteligencję przeciętnego obywatela, PiS traktuje nasze społeczeństwo dokładnie tak, jak na to zasługuje. Dla przykładu, niedawna wypowiedź premiera, że ewentualna koalicja PO-LiD będzie powtórką stanu wojennego. Dla inteligenta, to przecież jakiś bełkot, ale „ciemny lud” to kupił (zupełnie jak znaną z poprzednich wyborów wypowiedź, porównującą PO, do ZOMO). Niestety ta umiejętność sprawi, że najprawdopodobniej PiS te wybory wygra (zresztą wskazują na to sondaże PGB, która poprzednio jako jedyna przewidziała zwycięstwo PiS). Jednak szansę na samodzielną władzę, na szczęście mają znikomą. Ponieważ trudno mi uwierzyć w koalicję PiS-LiD, należy się spodziewać, że największe szanse powstania ma koalicja PO-PiS. Kaczyńskich interesuje jednak pełnia władzy, więc będą próbować zdominować PO w koalicji, dokładnie tak samo, jak zdominowali Samoobronę i LPR w niedawnych rządach. Moim zdaniem PO nie da sobą tak pomiatać i kolejny raz będziemy mieli strasznie niestabilny rząd, który dokładnie tak jak niedawny nic nie zrobi, cały czas będzie się kłócić, aż w końcu się rozpadnie – przykra powtórka z historii, kolejne stracone pieniądze i czas. Moim zdaniem jeśli koalicja PO-PiS ma mieć jakieś szanse przetrwania, to PO musi mieć w niej przewagę głosów – to PO musi rozdawać karty.
I tu powstaje problem. PiS jest popierany przez Radio Maryja. Jak powszechnie wiadomo, starsi ludzie, którzy go słuchają, traktują głosowanie jako swój obowiązek. Do wyborów pójdą niemal wszyscy ci, którzy fizycznie dadzą radę (do tych, którzy nie dadzą rady, urna „przyjdzie” sama). Nawet jeśli tylko połowa z nich zagłosuje zgodnie z wolą ojca Rydzyka, to i tak da to olbrzymi zastrzyk poparcia dla PiS. Elektorat PiS to również wieś i małe miasta, gdzie wielu ludzi nie może poszczycić się szczególnym wykształceniem, a również traktują głosowanie, jako swój obowiązek. Teraz popatrzmy na potencjalny elektorat PO – ludzie wykształceni, z dużych miast. Ludzie mówiący, że 1 głos i tak nie zrobi różnicy, ludzie często zniechęceni do polityki w ogóle. Słowem – ludzie, którzy nie pójdą na wybory!
Sam w swoim środowisku spotykam się często z opinią „nie mam na kogo głosować”. Ludzie! Wybory to nie bajka. W USA mają system dwupartyjny i jakoś nie narzekają. Nigdy nie będziesz mieć idealnego kandydata – głosuj na mniejsze zło. Jeśli nie podoba ci się żadna z większych partii, ale nie chcesz rządów PiS, to idź na wybory, zagłosować przeciw nim – tj. na dowolną inną partię! Jeśli tego nie zrobisz, to jakie będziesz mieć prawo krytykować później rząd PiS? Przecież nie zrobiłeś zupełnie nic, żeby do tego nie dopuścić.
Pojedynczy głos, który niczego nie zmienia to tylko półprawda. Namów znajomych do głosowania – z jednego głosu zrobi się kilka(naście?). Jeśli przekonasz ich tak dobrze, że zaczną przekonywać do głosowania swoich znajomych, to otrzymasz efekt wirusowy. Masz popularnego bloga? Zachęć na nim do głosowania, albo chociaż daj linka do tego wpisu. Trochę inicjatywy i ze swojego jednego głosu, możesz zrobić całkiem wiele głosów.
Na koniec – irytują mnie ludzie, którzy nieprzekonanych na kogo głosować, zachęcają do... skreślenia nieważnego głosu. Po co?! Fakt, frekwencja będzie większa, ale co z tego za pożytek? Nie lepiej mieć wpływ na to co się będzie działo w kraju przez kolejne lata?
komentarze (1)Śmierć
sadi | 21:24 | 19.09.2007
Właśnie się dowiedziałem, że 3 dni temu w wieku 58 lat zmarł jeden z największych pisarzy fantasy – Robert Jordan, który od kilku lat chorował na rzadką chorobę. Tym samym znana na całym świecie seria
Koło Czasu (ang.
Wheel of Time), pozostaje bez zakończenia. Seria miała się zakończyć na 12-tej książce (w wersji angielskiej, bo w wersji polskiej większość z nich została podzielona na 2 tomy), którą autor właśnie pisał. Jordan na jakiś czas przed śmiercią powiedział, że ma wiele notatek, które w razie jego śmierci mogą posłużyć do napisania ostatniego tomu z takim zakończeniem, jakie planował. Na razie nie wiadomo, czy ktoś inny napisze ostatni tom za niego.
Osobiście bardzo lubiłem styl Roberta Jordana. Jego bohaterowie są wyraziści, są bardzo różni od siebie (a na dodatek jest ich bardzo wielu) i każdy z nich zachowuje się wiarygodnie. Świetne są również interakcje między nimi (w tym zwłaszcza między kobietami, a mężczyznami z Pola Emonda), czy to jak ewoluują przez całą serię (Rand, Mat, Perrin, czy Nynaeve, to przy dalszych tomach zupełnie inne osoby). Świat serii również jest ciekawy i unikalny, zamiast powielania znanych stworzeń, czy wyobrażeń o magii, Jordan wymyślił własne i udało mu się to wyśmienicie. No i na koniec – ciekawa i trzymająca w napięciu fabuła, wraz z wydarzeniami z legend, które potrafią mieć większe znaczenie dla akcji, niż można by podejrzewać...
komentarze (0)Wypadek autokaru
sadi | 00:36 | 25.07.2007
Na wstępie chciałbym wyrazić współczucie rodzinom ofiar wypadku autokaru z pielgrzymami we Francji, a rannym życzyć szybkiego powrotu do zdrowia.
Na blogu zwykle unikam tematów nie związanych z techniką, jednak jak coś mnie denerwuje, to nie mogę się powstrzymać przed wpisem. Tak jest właśnie tym razem i to za sprawą mediów. Otóż media znalazły sobie kozła ofiarnego w postaci młodego, 22-letniego kierowcy. Bez żadnego sądu, czy badań stwierdzono, że to jego wina (na marginesie to częste w TV, więc oglądajcie z głową!). Zapomniano, że jechał z innym, starszym kierowcą, którego obowiązkiem było zwracanie mu uwagi na wszelkie nieprawidłowości, dotyczy to również znaków zakazu wjazdu dla autobusów (ale bądźmy szczerzy, kto by zawrócił i nadłożył wiele kilometrów?). Zapomniano również o tym, że każdy kiedyś był młody, a jakoś przecież trzeba doświadczenie zdobyć. Statystyki co prawda wskazują na to, że młodzi kierowcy powodują najwięcej wypadków, ale jest tak, gdy w grę wchodzi brawura (która przecież nie dotyczy każdego młodego kierowcy!). Zastanówmy się teraz czy na brawurę w autobusie w ogóle jest miejsce, będąc pod kontrolą innego kierowcy, a także wielu pasażerów, oraz mając na uwadze możliwości autobusu. Moim zdaniem nie ma. Poza tym doświadczenie to nie wszystko. Znam całą masę przypadków (niekoniecznie dotyczących prowadzenia samochodu), gdzie ktoś z mniejszym doświadczeniem, okazał się lepszy od kogoś doświadczonego, bo ciężej pracował, albo po prostu jest bardziej zdolny.
komentarze (0)Pendrive
sadi | 00:31 | 20.07.2007

Ostatnio stwierdziłem, że przydałby mi się pendrive. Kupiłem sobie więc Kingston DataTraveler o pojemności 2 GB. Według danych z aukcji pamięć powinna osiągać prędkość 3 MB/s przy zapisie danych i 6,5 MB/s przy odczycie. Szybki test pamięci pod Windowsem XP na kilku komputerach sprawił, że całkowicie się rozczarowałem. Okazało się, że pamięć osiąga jedynie 1 MB/s zarówno przy odczycie, jak i zapisie... Gdy zrobiłem taki sam test pod Linuksem, wynik okazał się zaskakujący – pamięć wyciągnęła średnio 6,4 MB/s przy zapisie i 11,4 MB/s przy odczycie! Wynik spod Windowsa gdzie uzyskałem taki sam wynik dla zapisu i odczytu uznałem za dziwny, a dodatkowo jest on podejrzanie podobny, do maksymalnej przepustowości przewidzianej przez USB 1.1 (która wynosi 1,5 MB/s), więc prawdopodobnie Windows uparł się, żeby użyć właśnie tego standardu, zamiast szybszego USB 2.0. W ten sposób dochodzimy do ciekawego wniosku - ten nie znający pojęcia user-friendly Linux (jak uważają niektórzy), w tym wypadku rozłożył Windowsa na łopatki. To jednak nie wszystko. Wpadła mi do głowy myśl, że skoro uzyskałem 2x lepsze wyniki, niż podane w aukcji, to znaczy, że nie były to raczej dane producenta. Przeszukałem więc stronę Kingstona i rzeczywiście nie znalazłem żadnej wzmianki o szybkości tych pamięci. Dużo się naszukałem, ale w końcu znalazłem (na innym serwisie aukcyjnym) dane znacznie bliższe prawdzie, choć i tak zaniżone o ok. 1 MB/s. Jednak większość aukcji uparcie podaje 3 i 6,5 MB/s. Czyżby kiedyś jakiś sprzedający nie mógł znaleźć danych i je wymyślił, a potem kolejni zaczęli od niego kopiować? Ta hipoteza daje do myślenia...
komentarze (4)Wakacje :)
sadi | 19:20 | 29.06.2007
Dzisiaj miałem ostatni egzamin (z techniki mikroprocesorowej), więc oficjalnie rozpoczęły się dla mnie wakacje. Sesja, jak to sesja, to co miało być łatwe, okazało się trudne, to co miało być trudne okazało się łatwe. Parę wrześni niestety tradycyjnie będzie, ale tak to już na studiach bywa i trzeba to zaakceptować. Nie obyło się też bez większych niespodzianek - a mianowicie padł mi zasilacz w kompie (do teraz nie wiem, czy zabrał coś ze sobą, ale dysk na szczęście działa i nie straciłem danych), potem przez jakiś tydzień pracowałem na używanym laptopie, którego sobie niedawno kupiłem, po czym... on też padł (jak na ironię też zasilanie). No i ostatni niecały tydzień pracuję na pożyczonym laptopie, który jest przeraźliwie wolny i co jeszcze gorsze ma Windowsa 98 i co chwila się wiesza (nie wspominając już o takim luksusie, jak obejrzenie filmu). W ciągu paru godzin będę już w domu i zamierzam jakiś czas odpoczywać, no i oczywiście złożyć kompa do kupy. Podjąłem się zrobienia wielu rzeczy na tę stronę w ciągu tych wakacji i chcę je wszystkie zrobić, co jednak wcale nie znaczy, że muszę zaczynać od razu... Zresztą inni studenci chyba mnie rozumieją ;)
komentarze (0)Szaleństwo
sadi | 12:55 | 07.06.2007
Na moim wydziale powoli zaczyna się okres, który nazywam szaleństwem przed sesyjnym. Są to ostatnie 1-2 tygodnie przed sesją, kiedy wszyscy wykładowcy chcą zrobić kolokwium lub zaliczenie w jednym czasie. Kończy się to zwykle tym, że koła są dzień w dzień (czasem kilka jednego dnia) przez dłuższy okres czasu, co jak dla mnie jest gorsze nawet od samej sesji. Mogę śmiało powiedzieć, że od przyszłego tygodnia szaleństwo przed sesyjne rusza pełną parą. Na chwilę obecną nie jest tak źle... poza tym, że dzisiaj powinienem napisać jakieś 500 linijek kodu projektu (dlaczego nie zabrałem się za to wcześniej?!) i nauczyć się do jutrzejszego koła.
Wstęp przydługawy, ale chodziło mi o to, żebyście mnie zrozumieli. Ogółem nie tknę strony do końca czerwca. Smutne, wiem. Mam jednak plany, czym się zająć w lipcu. Kiedy już zakończę świętowanie końca sesji i się wyśpię ;) dokończę wreszcie ten nieszczęsny artykuł o macierzach, mam też pomysł na poszerzenie artykułu o bezpieczeństwie stron WWW, z pewnością napiszę coś o mikrokontrolerach AVR, mam też inne pomysły, których na razie nie zdradzę, bo jeszcze nie wiem, czy coś z nich będzie. Wreszcie też będę mógł się na poważnie zająć sprawami technicznymi strony, które od miesięcy po prostu leżą.
Co prawda ostatnio miałem złe doświadczenia w zapowiadaniu artykułów (kilka ciągle się jeszcze nie pojawiło), ale teraz robię to bez obaw - w wakacje będzie czas na wszystko ;)
komentarze (0)